|
BUDOWA WOLIERY
ZEWNĘTRZNEJ
(Opublikowano: 2011-06-07)
Woliera, na świeżym powietrzu z dostępem światła słonecznego przez
większość dnia to marzenie zapewne każdego hodowcy.
Również moim marzeniem było
takie miejsce, gdzie ptaki czułyby się swobodnie, mogły by się rozmnażać w
niczym nie skrępowanych warunkach, a że marzenia powinno się spełniać –
szczególnie te własne – to miałem wytyczony kolejny cel w dążeniu do ulepszania
swej hodowli ptaków.
Latem 2010 roku rozpocząłem „przymiarki” do zaadaptowania niewykorzystanej
przestrzeni pomiędzy pomieszczeniem, gdzie mam woliery wewnętrzne a stodołą,
miejscem gdzie kiedyś było szambo a później zbiorowisko wszelakich przeróżnych –
jak to zawsze bywa – do niczego nie potrzebnych rzeczy.
GALERIA:
Bardzo ważnym elementem w realizacji kolejnej „inwestycji” było szczegółowe
zaprojektowanie w każdym detalu wszystkich czynności, które miały mnie
przybliżyć do realizacji celu – budowy upragnionej woliery.
Prace rozpocząłem od usunięcia „rzeczy dziwnych” i uprzątnięcia terenu. W
dalszej kolejności przystąpiłem do wybrania ziemi, gruzu i innych śmieci jakimi
kiedyś zasypano szambo. Uzyskując fundament na poziomie 30 cm poniżej położenia
reszty terenu mogłem przystąpić do przygotowania miejsca pod wylewkę. Bardzo
ważnym było zabezpieczenie całości siatką oraz kamieniami aby przypadkiem jakieś
przesympatyczne zwierzątko nie zrobiło podkopu i nie weszło do środka. Wpierw
miałem w planach zrobić około 50 cm pas ziemi aby siać tam trawę i rzepik, który
po odrośnięciu mógłby być spożywany przez ptaki, ale wydawało mi się to bez
sensu, gdyż zmniejszało bezpieczeństwo podłogi – w miejscu pasa ziemi wylewka
byłaby zbyt słaba i nie koniecznie mogła by powstrzymać intruzów. Stąd decyzja o
wylaniu całych 12 m kw pomieszczenia. W tym celu kupiłem nawet betoniarkę.
Następnie sąsiad przystąpił do ocieplania swojego budynku i przy okazji 1 ściany
mojego, gdyż budowa woliery uniemożliwiła by jakiekolwiek prace na ścianach
bezpośrednio przyległych.
Później kupiłem drewno w tartaku, które zostało wyliczone w taki sposób aby
wyszło na 3 „pod woliery” autonomiczne od siebie. Jednak w czasie układania
głównych konstrukcji uznałem, że nie ma sensu wydzielać wolier na poziomie
konstrukcyjnym, gdyż zużyję dużo materiału. Wtedy zapadła decyzja, że będzie to
jedna – o potężnej kubaturze woliera, gdzie kąt nachylenia dachu wynosił około
23 stopnie.
Po ułożeniu i zabezpieczeniu kantówki o wymiarach 12x12cm stworzyłem dwa stelaże
na których można była osadzić dach. I tu stanąłem przed pierwszym problemem,
jako, że matematykę lubię to już widziałem te wyliczenia i stosowanie funkcji
trygonometrycznych – jednak który cieśla robiący dach chyba nie korzysta z tych
właśnie metod. Z pomocą przyszedł wujek mojej żony (stolarz), który to dociął
odpowiednio krokwie i razem z nim i teściem postawiliśmy dach. Czas całej pracy
około 3 godziny.
Pozostało okrycie dachu. Wiadomo, że to woliera, czyli wchodził w grę poliwęglan
albo inne cudo o wysokiej przepuszczalności światła. Kupiłem w castorama płyty z
jakiegoś tworzywa i razem z teściem zadaszyliśmy wolierę. Było z górki, jeszcze
na krótko przed pierwszymi śniegami zaimpregnowałem drewno i prace stanęły na
czas zimy.
Miałem dużo czasu na zaprojektowanie wnętrza woliery i projekt zakładał budowę 9
klatek o wymiarach 0,7x1x2,2m.
Z takim też zamiarem dokupiłem kantówki o
wymiarach 6x6cm z których miały powstać główne stelaże klatek. Jednak w momencie
rozpoczęcia robót okazało się, że kąt nachylenia podłogi (w celu odprowadzenia
ewentualnej wody) nie pozwala na wdrożenie mojego pomysłu. Podjąłem decyzję o
kolejnej wylewce, która jednak zrewidowałem i założyłem odpowiednie podkłady aby
uzyskać kąty proste pomiędzy ściankami. W miedzy czasie zmieniłem decyzję co do
ilości klatek, gdyż 0,7m okazało się za małe i z 9 powstało docelowo 6 klatek.
Po zbudowaniu stelaży, kupiłem siatkę 1,3x1,3 cm i osiatkowałem stelaże w taki
sposób, że zrobiłem przegrody, które po wyjęciu z 6 klatek tworzą 1 potężną
klatkę w kształcie podkowy. Więc docelowo można mieć klatek od 1 do 6 włącznie.
Kolejnym etapem było skonstruowanie drzwi i przykręcenie ich – nie było z tym
większego problemu. Następnie osiatkowałem ściankę frontową i zrobiłem masywne
drzwi do środka.
Pozostała kwestia ułożenia żerdek i co najdziwniejsze z tym miałem najwięcej
kłopotów w całej budowie !!!!!!!
W okolicach 15 maja wpuściłem do woliery 5 samiczek i 3 samczyki dziwonii
ogrodowej.
O tym jak wypadły lęgi opowiem w następnym artykule.
Ogólnie podsumowując inwestycję to kosztowała mnie około 3,5 tys. zł, do tego
system alarmowy i masę czasu, nerwów i chwil zwątpienia, ale w konsekwencji
wszystkiego warto było.
Inwentaryzacja powykonawcza: 4 klatki 1,1x1x2,2m i 2 klatki 0,7x2x2,2 m.
Nie udało by mi się to bez pomocy już wspomnianych wujka Krzyska, teścia Włodka
? i brata Mariusza, którym dziękuję za pomoc.
|